Dodaj do ulubionych.O mnie.Księga gości..{akcja}
.2007
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
listopad (1)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)

 
Rozstania są cięzkie... :( >> niedziela, 6 stycznia 2008 16:47:33
Ja czasami dobijam samą siebie… Domyślam się, że znudziło wam się czytanie o tym, że znów coś mi nie wyszło, więc kasuje i zaczynam od nowa, ale tym razem was zaskoczę. Ale tak do połowy. Fakt, znów mi coś nie wyszło. Drugi rozdział jest gotowy, a nawet i zaczęłam trzeci, ale obawiam się, że już najprawdopodobniej nie dodam żadnego rozdziału! Wiem, że to się stało już naprawdę denerwujące, i chciałabym was przeprosić z całego serca. Już wyszłam z wprawy w pisaniu, straciłam moją wene która niegdyś mnie trzymała i nie opuszczała. Mam wrażenie, że będzie mi dobrze szło pisanie opowiadania bez nacisku. Bez popędzania. Bez wiedzy, że ktoś to czyta i ocenia, co ja piszę. Lepiej mi idzie, kiedy to piszę z własnej woli, kiedy mam na to ochotę lub, kiedy chcę rozładować swoje emocje. Ale nie idzie mi to wtedy, kiedy piszę, bo muszę, żeby dodać notkę. Wtedy to ja piszę jakieś bzdety, wychodzi mi bełkot. Już piszę całkiem bezsensu, prawda? Ciężko jest mi to pisać, ale muszę to zrobić. Kocham tego bloga, ale kompletnie straciłam wene, za co rozpaczam, uwielbiałam tu pisać, do czasu, kiedy skończyły mi się pomysły i pisałam noty tak na odwal się. Dlatego wręcz jestem zmuszona do zawieszenia bloga. Nie wiem na jak długo. Zapewne na tak długo jak będzie potrzeba… Poza tym… już raczej jak znów zacznę prowadzić, bloga, to nie na tym, bo znów bym musiała zacząć od nowa, bla, bla, bla… Ale jak już założę bloga z pierwszym rozdziałem, to obiecuje, że wtedy napiszę tu notę (ale nie kolejny rozdział) z linkiem do bloga, albo po prostu napiszę to tym, którzy chcieli być powiadamiani o Newach.
A tak apropo… Ten, kto mnie powiadamia o newsach niech mnie dalej powiadamia na tym blogu, obiecuje, że będę zaglądać tu od czasu do czasu, kiedy będę miała czas oczywiście. A jak nie na blogu to na gg, a tu już dam dwa numery gg, do wyboru do koloru. 4748265 i 8663355. No więc w takim razie, paka, ale kiedyś jeszcze może się spotkamy na moim innym blogu. A i możecie też pisać do mnie na www.swiderekuperek.mylog.pl to jest mój blog tak jakby mój pamiętnik dla wszystkich. No więc jeszcze raz… Paka…

komentarze [28]

OGŁOSZENIE!!!!!!!!!! >> niedziela, 30 grudnia 2007 20:51:29
No, więc tak… Drugi rozdział dodam za rok (no przykro mi bardzo w tym roku się już nie wyrobie, ale jeszcze nic nie wiadomo).
Chciałam napisać, że kasuje WSZYSTKIE wpisy w księdze gości, bo chcę mieć jakiś porządek!
I mają tam być tylko numery gg! Z dopiskiem o informowaniu. Ten, kto nie ma gg to zrobię wyjątek i będę powiadamiać na blogu, pod warunkiem, że dostane dokładny adres bloga. I nie ma wyjątków, że kogoś znam i nie musi się wpisywać do księgi gości. Tak to nie ma, nie tym razem. Bo ja po prostu zapominam. A jak ktoś w komentarzu mi napisze coś w stylu „Świetny blog powiadamiaj mnie o notkach” to ja to po prostu zignoruje. Tylko w Księdze Gości i tylko numery gg, jeśli ktoś nie ma to jak już mówiłam, dokładny adres bloga. WSZYSCY KTÓRZY CHCĄ BYĆ POWIADAMIANI !!!! I nie dawać mi wpisów po dwieście razy, bo się plącze…

komentarze [1]

Rozdział 1- od nowa. Znowu... >> poniedziałek, 17 grudnia 2007 20:17:08
POSTANOWIONE! Zaczynam od nowa xD

Spacerowała spokojnie na przedmieściach Londynu z dumnie uniesioną głową. Był początek sierpnia. We wrześniu ma wyjechać do szkoły, na całe 10 miesięcy. Od miesiąca siedzi w domu, to jednak nie czuje tej rodzinnej atmosfery. Codziennie gdzieś wychodzi z bratem bliźniakiem i rzadko widzą się z rodzicami, a kiedy już przebywają w ich towarzystwie, to od razu zaczyna się kłótnia, zazwyczaj z ową dziewczyną. Nie wiedziała, dlaczego się tak dzieje, ale o dziwo nawet ją to nie obchodziło. Usiadła na ławeczce w parku, założyła słuchawki na uszy żeby muzyki posłuchać i wpatrywała się w latające ptaki, biegające dookoła drzewa psy i koty, które na tych drzewach siedziały. Co chwile przebiegło pare dzieciaków, albo przeszła jakaś wtulona w siebie para, która szeptała sobie do ucha jakieś czułe słówka, bądź coś innego w stylu „Chętnie zedrę z Ciebie te ciuszki i pozbędę Cię dziewictwa” na co dziewczyna zaczęła chichotać. Po chwili do dziewczyny przysiadł się jakiś chłopak.
-Co tak sama siedzisz?- Zapytał.
-No teraz to już nie siedzę sama.- Odpowiedziała uśmiechając się do niego i wyjęła słuchawkę z ucha.
-Teraz nie, ale czemu siedziałaś sama?- Ponownie zadał pytanie.
-Bo nie przysiadłeś się wcześniej.- Powiedziała i wystawiła mu język.
-Jak się czujesz po… Wiesz, po czym…- Zapytał po 10 minutach.
-Szczerze to nie za dobrze…- Odpowiedziała spuszczając głowę.
-Hej, nie smuć się już tak. Będzie dobrze.- Zaczął ją pocieszać, chociaż nie można było powiedzieć, że jednak tak będzie. Ów dziewczyna, Hermiona, jest bardzo zawiedziona i załamana. Dlaczego? Już wyjaśniam. Chłopak, którego darzyła sympatią, nie kochała go, po prostu lubiła przebywać w jego towarzystwie, któremu ufała, wykorzystał to. Hermiona od zawsze była ufną osobą, jednak to, co się wydarzyło, zmieniło wszystko. Ten chłopak, któremu tak zaufała, najzwyczajniej w świecie ją zgwałcił. Niestety… Zdarzyło się to zaledwie pare dni temu, od tamtego czasu go nie widziała.
Zniknął, a wraz z nim ufność do wszystkich facetów, pomijając Harry’ego, Rona i jej brata. Tylko im ufała…
-Jakoś nie wierze w te słowa… - Odparła i przytuliła się do brata o imieniu Pete.
-Może najwyższy czas uwierzyć? A może warto spróbować zapomnieć o tym? Zacząć żyć chwilą, nie oglądając się za siebie?
Trzeba przyznać, że jego słowa były szczere i przekonujące. Już po raz kolejny zaskoczył Hermiona, tego typu słowami.
-Przestań ciągle się smucić z tego powodu. To był zwykły idiota. Zaufałaś mu, a on to wszystko zniszczył, aż tak Cię krzywdząc. Wiem, że blizna po tym, zostanie na zawsze, ale wierz mi nie każdy facet jest taki sam. A jak go tylko spotkam, to jak go dorwę, to mógłby się przyzwyczajać do bycia wkładem do trumny.- Kiedy skończył swój wykład dziewczyna się zaśmiała.- Od razu lepiej.- Dodał z uśmiechem.
-Obiecaj mi coś…- Zaczęła.
-Co takiego?
-Obiecaj, że nigdy w życiu nie skrzywdzisz żadnej dziewczyny umyślnie… Obiecaj…- Mówiła coraz bardziej wtulając się w brata.
-Obiecuję…- Powiedział i pocałował ją w czoło.

-Z przykrością chcę powiedzieć ci, że niestety musimy wracać… -Powiedział po chwili milczenia.
-No cóż… Może nam się poszczęści i nie będzie rodziców… Dość często wychodzą…
-Wyjdą dopiero jak my przyjdziemy i jak pokrzyczą sobie na nas. Zapomniałaś, że dzisiaj przyjeżdża Trey?
-A no tak… Dawno go nie widziała, może wyprzystojniał i zmienił ten swój paskudny charakterek?- Pytała z nadzieją uśmiechając się.
-Zmieniasz podejście. Kto wie, może nawet będziecie razem?- Zaczął śmiejąc się. Za to stwierdzenie dostał od Hermiona w tył głowy, ale lekko.
-No to chodźmy jak już musimy… Bo jeszcze zaczną się na nas drzeć, za to, że przez dłuższy czas nie mogli nigdzie wyjść, bo nie chcieli zostawiać Trey’a samego…- Powiedziała Hermiona i z wielką niechęcią wstała. Pociągnęła brata za rękę i razem wrócili do domu.
-Gdzie wyście byli?!- Już od progu pan Granger przywitał ich wrzaskiem.
-W parku.- Odpowiedziała spokojnie Hermiona.
-Już godzinę temu powinniśmy wyjść!- Ciągnął dalej jakby nie słyszał odpowiedzi swojej córki.
-To trzeba było wyjść.- Tym razem głos zabrał Pete.
-Wyszlibyśmy synu, ale nie chcieliśmy zostawić Trey’a samego.- Powiedział łagodniej pan Granger do syna.
-No to trzeba było zadzwonić.- Zauważyła panna Granger.
-Nie odzywaj się smarkulo!- Ponownie się wydarł.
-My teraz wychodzimy. Wrócimy jutro przed obiadem. Albo i po… Na wszelki wypadek zostawiłam wam pieniądze na coś do jedzenia.- Powiedziała pani Granger i wyszła, a za nią jej mąż.
-Małe spięcie z rodzicami?- Usłyszeli męski głos.
-Trey? To ty? Strasznie się zmieniłeś…- Zaczęła niedowierzając własnym oczom. Przed nią oparty o framugę stał bardzo przystojny, wysoki, wysportowany, szczupły i lekko umięśniony mulat o brązowych oczach i równie brązowych włosach.
-Ty też się bardzo zmieniłaś.- Powiedział przypatrywując się jej uważnie. No cóż… Faktycznie Hermiona się bardzo zmieniła. Niegdyś bujne, niesforne loczki sterczące na wszystkie strony świata, teraz piękne, lśniące długie (do bioder) brązowe loki. Śliczne duże brązowe oczy. Długie nogi, płaski brzuch, wcięcie i wycięcie w biodrach i kształtny biust swoich rozmiarów.
-A o tobie Pete nic nie mówię, widzieliśmy się tydzień temu.- Dodał i podszedł do Pete’a i uścisnął mu dłoń.
-To ty tu sobie gadajcie, o czym chcecie, a ja pójdę do siebie.- Powiedziała brązowowłosa i wspięła się po schodach na piętro. Otworzyła drzwi do pokoju, w którym panował mrok i weszła do niego zamykając za sobą drzwi. Podeszła do okna i usiadła na parapecie. Dziewczyna uwielbia siedzieć przy oknie, kiedy robi się ciemno.
Wpatrywała się w księżyc, który wyglądał jak ugryziony paczek posypany cukrem pudrem, a wokół niego gromadzące się malutkie bezy. Usłyszała ciche burknięcie. Zgłodniała… A to wszystko przez ten księżyc i gwiazdy… Wyszła z pokoju i zeszła po schodach, żeby znaleźć się przy drzwiach prowadzących do kuchni. Już chciała je otworzyć, ale kiedy usłyszała głosy, jej dłoń zatrzymała się na klamce.
-Twoja siostra jest całkiem niezła…- Tak, to na pewno był Trey.- Skoro z wyglądu taka jest, to w łóżku pewnie jeszcze lepsza…
-Nawet o tym nie myśl! Jeżeli widzisz w niej dziewczynę na jedną noc, to sobie wybij to z głowy!- Powiedział Pete. Chyba jeszcze chciał coś dodać, ale Hermiona postanowiła to przerwać wchodząc do kuchni. Nie odzywając się do nikogo, a nawet na nich nie patrząc, podeszła do lodówki. Otworzyła ją, jednak nic dobrego w niej nie znalazła, więc ją zamknęła. Za to z jakiejś szafki wyciągnęła paczka, bezy i sok żurawinowy.
-Zgłodniałaś? Najesz się tym?- Zapytał Pete.
-Tak.- Odpowiedziała i wyszła, po drodze biorąc jeszcze szklankę. Akurat, kiedy weszła do pokoju i stanęła nad łóżkiem, wszystko wyleciało jej z rąk. Do szklanki nalała soku i postawiła na biurku. I szklankę i karton z napojem. Wzięła paczka i powrotem usiadła na parapecie, ale tym razem nie patrzyła na księżyc, tylko na to co się działo niżej. Ludzi nie było w ogóle, najwidoczniej wszyscy spali. I słusznie. Zbliżała się 11 w nocy. Nawet samochody nie przejeżdżały zbyt często. Tylko, co jakiś czas. Zapewne ktoś wracał zmęczony po pracy, marząc o cieplutkim łóżeczku… (no cóż na moim zegarku jest 23.18, a ojciec jeszcze nie wrócił z pracy, a mama dalej siedzi w pracy, do rana).
Po zjedzonym pączku jej głód jeszcze nie został zaspokojony, więc sięgnęła po bezy. Ponieważ były bardzo słodkie, to jadła je wolno. Po dwóch bezach zrobiło się jej słodko. Spojrzała na zegarek.
-Długo się obżerałam…- Szepnęła. No cóż, właśnie dochodziła północ. Wyciągnęła z szafki bieliznę i piżamę i ruszyła do łazienki w celu wykąpania się. Jak zawsze siedziała w wannie jakieś dwie godziny płucząc włosy z piany i rozmyślając nad swoim losem.
Myślała o tym, co się działo w szkole za każdym rokiem, myślała też nad Nathanem, który potraktował ją jak dziwkę, że tak powiem (kiedyś wyjaśnię, co się działo). Zastanawiała się czy robi tak każdej, czy też tylko ona miała takiego pecha. Po tym rozmyślaniu czysta, pachnąca w czarnej koszuli do ud, wyszła cichutko z łazienki i weszła do swojego pokoju.
-Co ty tu robisz?- Zapytała zaskoczona patrząc na Trey’a, który siedział na jej łóżku.
-Chciałem porozmawiać. Chyba, że jesteś zmęczona.- Powiedział wstając i podszedł do dziewczyny.
-Tak, jestem zmęczona, jest już 2 w nocy. Może jutro pogadamy?- Zaczęła patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Nie ma sprawy.- Podchodził do niej, co raz bliżej i bliżej. Już czuła jego ciepły oddech na szyi i ciepłe ręce spoczywające na jej talii. O nie! Teraz to już był za blisko. Zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy. Aż w końcu ją pocałował. Na początku się jej podobało i oddawała pocałunki, ale po chwili się opamiętała i odepchnęła go.
-wyjdź.- Powiedziała idąc w stronę łóżka. Ten się tylko uśmiechnął triumfalnie, czego Hermiona nie widziała, i wyszedł. Ułożyła się wygodnie w łóżku i chwilę później zasnęła.

Puk! Puk!
Ech… Już od rana ktoś walił w drzwi od jej pokoju.
-Hermiona, wstawaj! My tu umieramy z głodu, a tu tylko ty umiesz wykombinować coś dobrego! Obudź się wreszcie!- To był Pete. Usilnie próbował obudzić wykończoną siostrę.
-Hermiono, wybacz, że przyczyniam się do budzenia ciebie, wiem, że jesteś zapewne niewyspana, ale my tu umieramy z głodu!- Tym razem zaczął dobijać się do drzwi krzycząc Trey.
-Też was kocham.- Powiedziała Hermiona wychylając się zza drzwi i całując ich obu w czoło.
Weszła z powrotem do pokoju, ale tylko po ciuchy i Znów wyszła i poszła do łazienki. Szybko się umyła i umalowała i przeszła do ubierania się. Założyła czarny gorset, bordową miniowe w kratę, zakolanówki w czerwono czarne paski, bordowe kolczyki koła i małe szare pajączki do reszty dziurek. Na obydwóch rękach były różnokolorowe rzemyki i bransoletki- sznurki. W okolicach łopatki widniał tatuaż- chiński znak, który oznaczał „nienawiść”, zaś na kości miednicowej był również tatuaż, również chiński znak, który oznaczał „miłość”. Spod gorsetu widać kolczyk w pępku z wisiorkiem. Zaplątała włosy w długiego grubego warkocza na boku i wreszcie wyszła z tej łazienki.
-No wreszcie! Co ty tam tyle robiłaś?- Zaczął Pete, kiedy tylko Hermiona weszła do kuchni.
-Może być makaron z jajkiem?- Zapytała i od razu zaglądnęła do lodówki.
-Może!- Odpowiedzieli równocześnie.
Oboje siedząc przy stole z widelcami w rękach wyglądali komicznie. Szkoda, że jeszcze z języków nie cieknie im ślinka, wtedy Hermiona dla uwiecznienia tej pięknej chwili, zrobiłaby im zdjęcie.
-No to smacznego.- Powiedziała i polała makaron pikantnym ketchupem.


Jak na razie tak trochę nudnawo, no ale cóż… Może jednak ktoś po przeczytaniu tej noty zostanie na dłużej  Pozdrawiam wszystkich czytelników, i najmocniej przepraszam za brak komentarzy na waszych blogach ode mnie!

komentarze [9]

!!! INFORMACJA !!! >> poniedziałek, 17 grudnia 2007 19:44:46
Moi kochani. Nie zabijcie mnie za to, że tak rzadko dodaje notki, ale kompletnie mi wena uciekła… Dlatego się zastanawiam czy aby ZNOWU nie zacząć pisać od początku, bo już nawet mam całą pierwszą notę zapisaną…
Błagam was o pomoc, zacząć znowu od początku, czy starać się dalej pisać? Bo nie mam pojęcia, ja bym chętniej zaczęła od nowa, co prawda do tego opowiadania mam wszystko obmyślone od początku do końca, ale nie wiem już jak i co pisać… A w tamtym opowiadaniu znowusz też mam wszystko obmyślone i jakoś szybciej i lepiej mi idzie…
Zostawcie swoje opinie, błagam, to dla mnie ważne!

komentarze [3]

Rozdział 3 >> środa, 21 listopada 2007 22:19:35
Hermiona wstała i cała zapłakana zaczęła biec przed siebie, czego skutkiem było wybiegnięcie znowu na błonia. Było ciemno, ale księżyc oświetlał jej drogę i całą widoczność. Przy brzegu siedziała jakaś postać, dziewczyna myśląc, że to któreś z jej przyjaciół, albo przynajmniej Draco, przy którym miała ochotę posiedzieć. No więc usiadła koło tej postaci, i właśnie tu popełniła błąd, tym bardziej, że na jej nieszczęście siedział tam Josh.
-No proszę, widzę, że się za mną stęskniłaś skarbie.- Powiedział jadowicie i ją pocałował. Hermiona się wyrwała i krzyknęła:
-Nigdy więcej mnie nie dotykaj!
-Bo, co? Zrobisz mi coś? Jakoś w to wątpię!- Wydarł się trzymając ją mocno za nadgarstek.
-Dlaczego to robisz?- Szepnęła, a po jej policzku stoczyła się kolejna, aczkolwiek samotna łza.
-Nie będę tego robić, jeśli będziesz moja dziewczyną i nie będziesz się wściekać nawet jak zobaczysz mnie z inną. Inaczej… Wiesz, że jestem zdolny do wszystkiego, mógłbym zrobić z Tobą wszystko.- Szepnął jej do ucha. Kiedy skończył, Hermiona z ciężkim sercem pokiwała głową na znak, że się zgadza.
-No to w takim razie do zobaczenia jutro rano, przyjdę po Ciebie na śniadanie.- Powiedział spokojnie i pocałował ją zachłannie, po czym odszedł.
Upadła. Dotknęła palcami dolnej wargi. Nie był to przyjemny pocałunek… Nie dość, że wepchnął język jej do gardła, że nie mogła oddychać, to jeszcze ją ugryzł. Czuła się paskudnie. Jak ona mogła z nim być? Wolno idąc wróciła do swojego dormitorium.
Pustka… Właśnie takie uczucie jej towarzyszy od krótkiego czasu. Czuła się jak jakaś dziwka, która nie może się uwolnić od jednego zbereźniackiego klienta, który robi z nią co tylko chce. Albo jak mucha owinięta pajęczyną pająka wielkości ludzkiej dłoni. Albo nawet jak rogal 7days, którego ktoś właśnie zjada. Dlaczego tak jest?
Opadła na łóżko i od razu zasnęła.

„Miałem zwykły sen, że gdy obudzę sie wszystkie troski znikną gdzieś,
Że gdy wyjdę stąd ludzie, śmieją się, nie widać jednej łzy.
Jeśli podaję dłoń, czuje, że to jest to, o czym marzy każdy z nas,
By obudzić to coś, co da nam wiatr, który zwieje zło.” *

Obudziła się… Był gdzieś środek nocy, za względu na to, że na zewnątrz jest ciemno. Korzystając z okazji, że ma jeszcze sporo czasu, ponieważ była gdzieś 1 w nocy, wstała i poszła się wykąpać. Spojrzała na swoje odbicie i już wiedziała, dlaczego wszyscy tak wychwalali jej wygląd. Jej niegdyś brązowe włosy, mają teraz fioletowe i różowe pasemka. By6ła zbyt śpiąca, żeby się nad tym zastanawiać, więc jedynie, co zrobiła to wykąpała się i spowrotem poszła spać, żeby wstać o 7.

„Wiem, że juz jest cudownie i może być lepiej tylko, tylko, tylko nie chcę budzić się.
Wiem, że juz jest cudownie i może być lepiej tylko, tylko, tylko nie chce budzić się.” **

No i znów obudziła się, ale tym razem równo o 7:00. Leniwie przeciągnęła się i ziewnęła, po czym wstała i od razu z ciuchami i kosmetykami poszła do łazienki. Spojrzała w lustro i zobaczyła, że tym razem jej włosy są czarne z fioletowymi i różowymi pasemkami. Umyła twarz i zęby i przeszła do ubierania się. Założyła różowe rajstopy, a do tego czarną spódniczkę mini w różową kratę, czarną koszulę i pasującą do niej różowy krawat w czaszki. Na to założyła szkolną szatę. Związała włosy w długiego warkocza, założyła czarne trampy za kolana z różowymi sznurówkami, zrobiła makijaż i spowrotem wróciła do swojego pokoju. Wzięła książki i wyszła.
Pod obrazem Grubej Damy, jak powiedział, stał Josh.
-No i jak się skarbie spało?- Zapytał całując ją w policzek, mimo, że celował w usta- Hermiona odwróciła głowę, żeby nie trafił.- Co jest?- Zapytał.
-Nic… Daj mi czas się przyzwyczaić…- Wyszeptała. Josh nic nie powiedział tylko poszedł za dziewczyną.
-Do zobaczenia na eliksirach.- Powiedział, cmoknął ją w policzek i poszedł do swojego stołu i usiadł obok jakiejś dziewczyny, którą objął i pocałował.
A Hermionie mimo woli łza popłynęła po policzku. Fakt, że go nie kocha, ale chyba żadna dziewczyna nie chciałaby, aby facet obściskiwał się z inną na jej oczach… Usiadła przy swoim stole obok Ginny i zaczęła jeść.
-Hermiono? Co Ci się stało? Dlaczego nie podejdziesz do niego i nie zrobisz mu za to awantury? Pozwolisz mu na to, żeby obściskiwał się z inną na Twoich oczach? Ba. Na oczach całej szkoły? Hermiono… Co się z Tobą dzieję?- Rudowłosa zaczęła zadawać pytania.
-Dzisiaj wieczorem po kolacji w Moim dormitorium. Wszystko Ci opowiem.- Odparła i odeszła.

„W moich snach ten świat pełen wielkich serc, otwartych na siebie.
Pragnę, bym tak mógł budzić sie tu i widzieć ten sam sen.
Moim marzeniem jest, by w końcu budzić się i widzieć lepszy dzień.
Mam nadzieję, że ty też zrozumiesz mnie, że szczęście nie musi być snem.” ***

-Opowiadaj Hermiono co się stało!- Naciskała Ginny kiedy obie siedziały wieczorem w dormitorium Hermiony.
No więc dziewczyna oczywiście opowiedziała wszystko bez wyjątku o tym co się wydarzyło poprzedniego dnia, swojej młodszej rudej przyjaciółce.
-Ty chyba żartujesz... On? Nie spodziewałabym się tego po nim... Ale Hermiono! Musimy to komuś powiedzieć! On nie może tak Ciebie traktować! Nie ma prawa!
-Wybacz Ginny, ale nie mogę nikomu tego powiedzieć, inaczej coś mi zrobi... I ty też nikomu nie mów... Proszę Cię... Obiecaj, że nikomu nie powiesz... Obiecaj...- Prosiła, a łzy spływały po jej bladych policzkach.
-Obiecuję...- Odpowiedziała i przytuliła swoją przyjaciółkę.

Hermiona przywitała dzień potężnym ziewnięciem.
-Całe szczęście, że dzisiaj sobota.- Powiedziała do siebie patrząc na zegarek, który wskazywał godzinę 10:10. Z wielką niechęcią wstała, a raczej zwlekła się z łóżka i od razu poszła do łazienki.
Umyła się, ubrała, wymalowała i poszła do Pokoju Wspólnego w którym siedziała Ginny.
-No hej laska, dzisiaj wypad do Hogsmeade. Idziemy?- Zaczęła Ruda kiedy tylko zobaczyła Hermionę.
-No to chodźmy. Może zrobie coś z włosami... O, i może kupimy sobie jakies suknie na bal z dodatkami, żeby potem nie latać?
-Świetny pomysł! Idziemy po kase i do Hogsmeade!
I obie poszły do swoich dormitporiów.
Hermiona wyjęła z szafy czarną torbę z czachami do której schowała pieniadze. Założyła czarną bluze z kapturem przed pępek i czarne glany dwudziestki i wyszła.
Usiadła na fotelu i czekała na Ginny która przyszła po 2 minutach.

-No dobra, najpierw do fryzjera.- Powiedziała brunetka kiedy szły uliczkami Hogsmeade.
No więc weszły do magicznego fryzjera i od razu podszedł do dziewczyn jakiś przystojny mężczyzna który wyglądał na 19- 21 lat.
-W czym mogę pomóc?- Zapytał ciepłym tonem patrząc na Hermionę.
-Chciałabym wyprostować włosy na stałe. No i może pazurki i grzywkę na bok do tego.- Powiedziała Hermiona uśmiechając się do niego zalotnie i usiadła na fotelu przed lustrem. Po jakiś dwóch godzinach łaziły po sklepie i szukały jakiś sukienek na bal.
Ginny od razu wypatrzała sobie suknię. Wzięła ją i popedziła do przymnierzalni. Jednak postanowiła nie pokazywać się w niej Hermionie.
Wyszukała do niej dodatki, poszła do kasy i usiadła na fotelu i czekała aż Hermiona coś znajdzie. Po chwili znalazła... Była czarna, lekko za kolana ze strzałkowym dekoldem. U dołu były wyszyte piękne kwiaty fioletową nicią, co ładnie razem wyglądało. Sukienka ta była bez ramiączek. Oczywiście od razu ją kupiła. Do niej znalazła śliczny fioletowy szal i tego samego koloru długie rękawiczki i fioletowo czarne kozaki przed kolana. Kiedy za to wszystko zapłaciła, razem z Ginny poszły szukać jakiejś biżuterii. Dla siebie znalazła srebrny łańcuszek z serduszkiem i do kompletu kolczyki, bransoletkę i dwa pierścionki. Postanowiła jeszcze kupić ozdoby do włosów. Kupiła różową spinkę z czaszką, 10 czy 11 wsówek również różowych i tego samego koloru klamrę.
-No i jak Hermi? Co masz zamiar zrobić z Josh'em?- Zapytała młoda Weasley kiedy obie siedziały w Trzech Miotłach popijając ognistą whisky.
-Chyba nic...- Odpowiedziała starsza Gryfonka.
-O, nareszcie przyszli!- Powiedziała po chwili Ginny.
-Kto?- Zapytała. Odwróciła się i ujrzała...




Notka po pierwsze jest dedykowana mojej kochanej Justysi, która mi pomagała w notce, Karolince, która również pomagała, i Irminie, która także pomagała.
I przepraszam za takie czytanie

*1 zwrotka piosenki DKA- Sen
**refren piosenki DKA- Sen
***2 zwrotka piosenki DKA- Sen


KTO CHCE BYĆ POWIADAMIANY O NEWSACH NIECH ZOSTAWI SWOJE GG W KSIĘDZE GOŚCI !!!!!!!!!!!!
komentarze [22]

Rozdział 2 >> sobota, 29 września 2007 12:06:43
-Ginny uważam, że to nie fair wobec Harry’ego. Jeśli to ma być rodzaj zemsty, to raczej nieodpowiedni. Rozumiem, że chcesz w Harry’m wzbudzić zazdrość, ale dlaczego w ten sposób ?? Harry będzie po prostu wściekły i już więcej się do Cienie nie odezwie, a Zabinni będzie miał satysfakcję, że dzięki niemu ty i Harry będziecie skłóceni i to przez niego !! Zastanów się jeszcze.
-Ale Hermiono, tu nie chodzi o żadną zemstę. Chodzi o to, że Blaise mi się podoba … Tylko błagam, nie mów chłopakom …
-Nie ma sprawy, nie powiem im. Tak właściwie to która godzina ??
-Za dwadzieścia 20.- Odpowiedziała Ginny patrząc na zegarek.
-O cholera …- Zaklęła cicho Hermiona.- Kochana błagam Ciebie … Daj nura do mojej szafy i znajdź jakieś ciuszki, a ja idą szybko pod prysznic.- Dodała, po czym szybko pognała do łazienki.
-A gdzie idziesz ??- Zapytała zaciekawiona ruda przeglądając ciuchy swojej przyjaciółki.
-Oj, umówiłam się !!- Wykrzyknęła zza drzwi łazienki i weszła pod prysznic. Po pięciu minutach w szlafroku weszła do pokoju biorąc ciuchy z łóżka, które uszykowała jej Ginny i wróciła do łazienki w celu ubrania się i uczesania.
-Dzięki Ginny, jesteś kochana.- Rzekła z uśmiechem Hermiona stojąc przed lustrem w pokoju.
-Nie ma sprawy, wyglądasz ślicznie.- Stwierdziła ruda odwzajemniając uśmiech, a po chwili dodała.- Powinnaś zaprzestać chodzenia w czarno różowych ciuchach.
-Łatwo ci powiedzieć. Dobra, to ja lecę.- I już po chwili wędrowała korytarzem prowadzącym do Pokoju Życzeń. Kiedy doszła do celu była już 20:01, a Josh’a jeszcze nie było. Przykucnęła przy ścianie i czekała, aż zjawi się jej chłopak.
Minuty mijały, a ten się nie zjawił. Hermiona była wkurzona na Josh’a, że o niej zapomniał. Kiedy wskazówki zegarka Hermiony wskazywały godzinę 20:44, wkurzona na maxa postanowiła nie tracić czasu i wrócić do swojego dormitorium, ale kiedy zrobiła zaledwie trzy kroki, postanowiła iść na błonia, i tak też zrobiła. Przechodząc obok Wielkiej Sali, zobaczyła coś, co ją zabolało. A mianowicie Josh’a całującego się z jakąś Ślizgonką. Ze łzami w oczach pobiegła do łazienki Jęczącej Marty. Kiedy weszła do owej łazienki usłyszała głośne jęki Marty.
-Marto, co się stało ??- Zapytała Hermiona łamiącym się głosem.
-Byli tu Ślizgoni i się ze mnie naśmiewali.- Zawyła.
-Nie przejmuj się nimi … Nie warto …- Rzekła wybuchając płaczem. I tak siedziały w łazience obydwie popłakując. Po chwili Jęcząca Marta się uspokoiła i dała nura do muszli klozetowej, a Hermiona siedziała opierając się plecami o umywalkę. Nagle zobaczyła małego pajączka, który chodził w tę i spowrotem obok Hermiony.
-Hej malutki.- Powiedziała i wtedy usłyszała huk otwierających drzwi.
-Tu możemy spokojnie pogadać, no chodź.- Rozpoznała ten głos, to była Ginny. Panna Granger wstała i szybko wybiegła z łazienki. Nie chciała podsłuchiwać. Kiedy biegła do biblioteki nagle na kogoś wpadła, a ta osoba ją objęła i powiedziała:
-No Granger, widzę, że na mnie lecisz.- Usłyszała męski głos, a konkretniej głos tego przystojnego Ślizgona, Dracona Malfoy’a.
-Wcale na Ciebie nie lecę !! Chciałabym zauważyć, że moje oczy nie są wyposażone w wycieraczki, więc nic nie widziałam !! A teraz izwinete*, ale się śpieszę !!- Krzyknęła ponownie wybuchając płaczem. Przypomniała sobie widok Josh’a całującego się z jakąś Ślizgonką..
-Nie no, Granger, przestań, nie rycz.- Blondyn zaczął ją uspokajać.
-Łatwo ci powiedzieć !! Nie jestem taka jak ty !! Ja w przeciwieństwie do Ciebie mam uczucia, a to co niedawno widziałam mnie zabolało !!- Krzyczała.
-Ej, dobra, spokojnie.- Objął ją ramieniami. I właśnie wtedy to poczuł. Nie miał pojęcia co to jest, ale było to przyjemne.
-Zostaw mnie !!- Krzyknęła histerycznie. Wyrwała mu się i pobiegła do swojego dormitorium.
-Histeryzujesz Granger, histeryzujesz.- Wyszeptał, po czym poszedł do Pokoju Wspólnego Ślizgonów.

Trzasnęła za sobą drzwiami i poszła pod prysznic.
-Jestem za bardzo przewrażliwiona … - Powiedziała sama do siebie szukając Mafloy’a. Kiedy już go znalazła, ułożyła się w łóżku i przytulona do swojej tchórzofretki zasnęła.

-HERMI !! Otwieraj te drzwi !! Zaraz się spóźnisz !!- Obudziły ją właśnie takie krzyki. Niechętnie podniosła głowę i spojrzała na zegarek. 7:53. Leniwie wstała z łóżka i zaczęła wyciągać z szafy ciuchy. Czarna spódniczka mini z różowymi wzorami, czarną bluzkę na krótki rękaw z różowymi napisami i wzorami i się w to ubrała. Założyła na to szkolną szatę, czarne trampy za kolana z różowymi czubkami i sznurówkami, spakowała się, rozczesała włosy i razem z Ginny, która cały czas waliła w drzwi poszła na śniadanie.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz.- Powiedziała uśmiechając się Ginny, kiedy obie wchodziły do Wielkiej Sali.
-Dziękuję … -Odpowiedziała zdezorientowana starsza Gryfonka.
Razem z przyjaciółką usiadły naprzeciwko Harry’ego i Rona i zaczęły jeść.
-Hermiono … yyy … Ładnie dzisiaj wyglądasz.- Powiedział Ron i spiekł raka.
-Eee … Dziękuję … -Odpowiedziała.
-Faktycznie dzisiaj jakoś tak ładnie wyglądasz.- Dodał Harry.
-Dziękuję … -Powiedziała ponownie.
-„Co im ?”- Zapytała w myślach.
Po zjedzonym śniadaniu trójka przyjaciół, Harry, Ron i Hermiona, poszli na pierwszą lekcję tego dnia.
-Że też musieliście nie zdać z historii magii … Jak mogliście mi to zrobić ?- Narzekała Hermiona.- Jestem skazana na samotność …- Dodała i poszła pod klasę historii magii, gdzie wszyscy już byli.
-Cześć Hermiono.- Przywitali się z nią Dean, Neville i Seamus.
-Cześć chłopaki.
-Dzisiaj jakoś tak ładnie wyglądasz.- Powiedział Dean a reszta pokręciła twierdząco głowami.
-Dzisiaj jakiś Dzień Dobroci Dla Zwierząt jest czy co ?? Ale błagodaria**- Odpowiedziała uśmiechając się.
Nagle pojawił się profesor Binns i wpuścił wszystkich do klasy.
Kiedy każdy zajął miejsca, zaczął swój nudny wykład.
Nagle przed dziewczyną wylądowała karteczka.

„Ślicznie dziś wyglądasz skarbie
Josh”

Zgniotła karteczkę, odwróciła się do Josh’a który jak zawsze siedział za nią, i powiedziała”
-Nie odzywaj się do mnie.- I rzuciła w niego tą karteczką.
-O co Ci chodzi?- Zapytał.
-Jeszcze się pytasz… - Mruknęła i odwróciła się w stronę nauczyciela, który już zasnął i zaczął głośno chrapać, a nawet i gadać przez sen.
-Tak, tak mamusiu, możemy upiec dzisiaj te ciasteczka.- Mruczał przez sen profesor. Ci którzy nie spali, cały czas chichotali.
Hermiona westchnęła cicho i walnęła dłonią w ławkę, czego skutkiem było obudzenie i nauczyciela i wszystkich innych śpiących.
-Tak się składa Granger, że niektórzy mieli zamiar jeszcze pospać.- Warknął Malfoy, który siedzi z Josh’em.
-Jaka szkoda… - Powiedziała nie odwracając się.

Czwartkowy wieczór był piękny. Delikatny wietrzyk muskał jej zaczerwienione od chłodu policzki, a ona stała i wpatrywała się w gładką taflę jeziora, na której widniały odbicia gwiazd i księżyca. Uniosła głowę do góry i spojrzała na księżyc.
Wyglądał jak rogal 7days, na którego naszła dziewczynie ochota. Najlepiej taki z czekoladowym nadzieniem.
-„Ech… Hermiono, przestań, jeszcze trawisz kolację.”- Pomyślała. Nagle poczuła, że ktoś kładzie ręce na jej biodrach i zaczyna całować jej szyję.
Już wiedziała, kto to jest.
-Josh! Po pierwsze raz, nie dotykaj mnie, a po drugie dwa, przerwałeś mi rozmyślenia o tym pysznym rogalu 7days z nadzieniem czekoladowym, pomyśl najpierw zanim coś zrobisz! I idź sobie do tej Ślizgonki, z którą się obściskiwałeś, podczas kiedy ja na Ciebie czekałam!!!- Wrzeszczała na całe gardło i wygląda na to, że nie ma zamiaru przestać.- Ty wredny kutafonie, ty dwulicowy gnoju! Jesteś skończonym idiotą! Uważasz, że jestem jakąś dziwką?! Że jestem na każde Twoje zawołanie, a ty możesz sobie mieć inne na boku?! Pieprz się debilu!- Wreszcie skończyła. Otworzyła oczy i popatrzyła na osobę stojącą przed nią, po czym znów zaczęła wrzeszczeć.- Malfoy! Ty debilu! Co ty sobie wyobrażasz?! Nachodzisz mnie od tyłu i od tak całujesz! Pomyśl najpierw zanim coś zrobisz! Masz szczęście, że mam dzisiaj dobry humor, i tylko na Ciebie wrzeszczę, bo inaczej byś wisiał na tamtym drzewie! Ty…
-Uspokój się Granger!- Przerwał jej Draco.- Nie denerwuj się tak.
-Nie denerwuj się? Łatwo Ci powiedzieć!- Krzyknęła i odeszła. Obok drzwi prowadzących do łazienki Jęczącej Marty zobaczyła Josh’a całującego się z jakąś blondwłosą Krukonką.
-Widzę Josh, że świetnie się bawisz. W takim razie Ci nie przeszkadzam.- Powiedziała ze stoickim spokojem i odeszła. Kiedy była na 7 piętrze, ktoś ją brutalnie zatrzymał i odwrócił do siebie. Zgadnijcie, kto to był?
Co?!
Uważacie, że Malfoy?! Chyba wam się badania skończyły! To nie Malfoy!
Zgadujcie dalej.
Byle szybko, bo ta osoba właśnie walnęła Hermionę! W twarz! Oj… Musiało boleć, skoro dziewczyna upadła…
RUSZCIE GŁOWAMI!!!
RON!!!???
Ron by nie uderzył Hermiony!
Jak to powiedział Daniel Kaczmarczyk?
„Otwórzcie głowy na coś nowego”! Tak! Tak właśnie powiedział!
No dobra, widzę, że musze sama to powiedzieć…
To. Był. JOSH!
TAK! DOKŁADNIE! To ten Josh! Chłopak Hermiony właśnie ją uderzył i chyba ma zamiar zrobić to jeszcze raz!
I kolejny cios. Tym razem o wiele mocniejszy.
Strużki krwi pociekły Hermionie z wargi, a koło oka widniał czerwony siniec.
-Co przez tamto chciałaś powiedzieć?- I jeszcze raz ją uderzył, po czym jak gdyby nigdy nic sobie poszedł.

*przepraszam
**dziękuję

Jeszcze raz … Jeśli ktoś chce być powiadamiany o Newach, TO NIECH ZOSTAWI SWOJE GG W KSIĘDZE GOŚCI i przepraszam, że dawno nie pisałam.

komentarze [66]

Rozdział 1 >> poniedziałek, 13 sierpnia 2007 18:24:21
-Josh! Przestań! Jesteś taki jak każdy facet! Tylko jedno ci w głowie!- Krzyknęła podenerwowana Hermiona Granger zakładając bluzkę, którą niedawno owy Josh jej ściągnął.
-Przepraszam cię Hermionko, ale jak widzę te twoje kuszące ciałko to mnie ponosi…- Zaczął się tłumaczyć Josh. Spojrzał na nią tymi swoimi pięknymi szaro zielonymi oczami. Każda by mu uległa w tej chwili, jednak nie Hermiona.
-Przestań, to już na mnie nie działa.- Powiedziała. Spojrzała na tego przystojnego szatyna i uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko.
-Kocham ten twój śliczny uśmiech.- Powiedział i pocałował ją.
-Sto! Josh, wiesz przecież, że nie przyszłam tu na dłuższe posiedzenie, tylko się pożegnać. Zaraz jadę do szkoły.- Powiedziała, kiedy szatyn znów chciał jej zdjąć bluzkę.
-Dobrze… Tylko jak przyjedziesz, nie chcę słyszeć, że mnie zostawiasz, bo w szkole znalazłaś innego.
-Nie masz się, czym przejmować, z moją brzydotą nikt mnie nie poderwie.- Oznajmiła, mimo, że wszyscy jej mówią, że jest zachwycająco piękna.
-Przecież dobrze wiesz, że jesteś piękna.
Hermiona tylko pocałowała go w policzek i pobiegła szybko do domu, żeby wziąć kufer i z młodszą siostrą pojechały na stację King Cross. Siostra Hermiony Ava ma 11 lat, dziś rozpoczyna pierwszy rok nauki w Hogwarcie, zaś Hermiona ostatni. Ma 17 lat i w tym roku ostatni raz zawita w tej szkole 1 września.
-Hermiono, jak jest w Hogwarcie?- Zapytała Ava, kiedy obie były już w pociągu i szukały wolnego przedziału.
-Wspaniale, ale bez Dumbledore’a to już nie będzie to samo…- Odpowiedziała starsza panna Granger patrząc przy tym prosto w oczy nieziemsko przystojnemu blondynowi, który właśnie stał naprzeciwko tych dwóch dziewczyn.
-Mógłbyś nas przepuścić?- Zapytała w miarę spokojnym tonem Hermiona. Korytarz był strasznie wąski, a skoro Malfoy jeszcze sobie w nim stanął, bo mu się tak podobało, to nie mogły przejść.
-Nie, nie mógłbym.- Odpowiedział patrząc prosto w brązowe oczy tej pięknej dziewczyny.
-Ał!- Krzyknęła w pewnej chwili Hermiona, a z jej prawego oka coś wyleciało i spadło na ziemię.
Malfoy schylił się i podniósł to, co wyleciało Gryfonke. Trzymał małe kółeczko w ręku i zapytał:
-Szkło kontaktowe? Po cholerę ci to?
-A co będę chodzić z jednym okiem takim a drugim takim? Możesz nas wreszcie przepuścić?
-Mogę. Ale nie chcę.- Powiedział przybliżając się do Hermiony. Mimo, że się szarpała, mocno ją przycisnął do siebie i wyszeptał jej do ucha:
-Gdybyś nie była szlamą, to bym się chętnie tobą zajął…
Hermiona po raz kolejny spojrzała mu w oczy i walnęła go w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad. Popchnęła go, żeby obie mogły przejść i zaczęły szukać przedziały, w którym siedzieli Harry i Ron. Wyciskali się na przywitanie, chłopcy poznali Avę i oczywiście śmiali się i wygłupiali aż do końca podróży.
-Mam do was pytanko… Kto będzie nas uczył obrony przed czarną magią? I do jakiego domu trafiła Ava? Nie słuchałam…- Zaczęła Hermiona na uczcie.
-Nie mogę… Hermiona nie słuchała McGonagall…- Powiedział z niedowierzaniem Ron. No tak… McGonagall- nowa dyrektorka…
-Ava jest w Gryffindorze, uczyć obrony będzie nas jakiś Jonathon Boose, wygląda na 18-20 lat i siedzi obok Snape’a, a do tego do Slitherin doszedł jakiś Josh Atkins- nasz wiek… Cholera jasna, co tu robi Sneape? Przecież on zabił Dumbledore’a.- Odpowiedział Harry, wielce zdziwiony i wkurzony obecnością Snape’a.
Hermionę za to podwójnie zamurowało. Nie dość, że nauczyciel, który zbrodnił dyrektora, to jeszcze Josh… TEN Josh. Zaczęła patrzeć się prosto przed siebie, na stół Puchonów.
-Na pewno Josh Atkins?- Zapytała z nadzieją, że to jednak nie o niego chodzi.
-Tak, na pewno. A coś się stało?- Zaczął się martwić Harry.
-Nie, nic się nie stało.- Odpowiedziała rozkojarzona.
-Hermiono, widzę, że masz jakieś powodzenie u Ślizgonów czy coś w tym stylu. Nie dość, że Malfoy i Zabinni się tak na ciebie gapią, to jeszcze ten nowy…- Powiedział rudzielec, który siedział naprzeciwko Hermiony i stołu Ślizgonów.
-Zdaje ci się, na pewno żaden nie gapi się na mnie. Idę się położyć, bo jestem trochę zmęczona.- Powiedziała i wstała od stołu. Kiedy była na drugim piętrze ktoś ją zatrzymał i przycisnął do ściany.
-Cześć kochanie, stęskniłem się za tobą przez ten krótki czas…
-Och, Josh, to ty… Przestraszyłeś mnie…
-No wiesz… Matka dała mi na imię Draco…
-MALFOY TY KUTAFONIE!- Wrzasnęła Hermiona próbując się wyrwać, ale jej się to nie udało.
-Nie tak ostro Granger.- Powiedział przyciskając ją do siebie.
-Zostaw mnie!- Krzyknęła rozdrażniona. Wyrwała mi się i wbiegła do swojego dormitorium, które dzieliła z Lavender Bron i Parvati Patil. A właściwie to teraz sama jest w tym dormitorium, bo po śmierci dyrektora wiele osób postanowiło nie wracać do szkoły, a raczej ich rodzice tak postanowili, a w tym znalazły się właśnie, Lavender i Parvati. Co prawda dziewczyna za nimi nie przepadała, ale teraz trochę smutno się jej zrobiło, tym bardziej dlatego, że polubiła je pod koniec 6 klasy. To tak jakby zabrać dziecku zabawkę, do której dopiero, co się przyzwyczaiło. Albo jakby trzy dziewczyny, które za sobą nie przepadały, polubiły się pod koniec roku szkolnego, a potem nigdy więcej się nie zobaczyły.
Weszła do dużej łazienki z zamiarem wzięcia gorącej kąpieli, a potem usadowiła się wygodnie w wielkim łożu ze swoją małą, białą, kochaną tchórzofretką, którą nazwała Malfoy.
„-Dlaczego Malfoy?- Pytał jej ojciec.
-Bo w 4 klasie Moody od obrony przed czarną magią zamienił takiego Malfoy’a w taką białą tchórzofretkę, więc to będzie Malfoy, a poza tym jak miałam 5 lat to też miałam tchórzofretkę, która też się nazywała Malfoy.- Odpowiedziała Hermiona.”
-Taa…- Westchnęła.
Nagle przypomniał jej się Josh…
-A chciałam od niego wreszcie odpocząć. Przez prawie dwa miesiące codziennie się spotykamy i za każdym razem on zmierzał do jednego… Och, Malfoy…- Powiedziała i przytuliła się do swojej tchórzofretki. Położyła się, a Mafloya położyła obok siebie i zasnęła.

Rano wstała bardzo wcześnie. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 6, miała dwie godziny do śniadania. Najpierw zaczęła szukać Mafloya, który jak się okazało kręcił się wokoło swojej kuwety jakby zaraz miał zostawić w niej brązową niespodziankę. Potem wzięła swój szkolny mundurek i szatę i poszła wziąć prysznic i się ubrać. Nie maluje się, bo, po co? Kiedyś się malowała, ale stwierdziła, że nie będzie sobie niszczyć cery, woli być naturalna. To wszystko zajęło jej jakieś 20 minut. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wzięła Mafloya na smycz, na ręce i poszła z nim na błonia. Położyła go na zielonej trawie, ale dalej trzymała go na smyczy, żeby jej nie uciekł. Chwile pochodziła, ale potem usiadła na trawie pod drzewem i zaczęła przypominać sobie sen…
-„Josh mnie szantażuje i bije? Ja zakochana w Malfoy’u i to z wzajemnością? Ginny z Zabinni’m? Moi starzy się rozwodzą? Coś nie tak z moimi snami…”- Pomyślała.
Siedziała długo na błoniach, kiedy dochodziła 8 poszła do dormitorium, w którym zostawiła Mafloya i razem z przyjaciółmi poszła na śniadanie na którym dostali plany zajęć.
-Hermiono, jak myślisz, co mamy pierwsze?- Zapytał Ron patrząc na plan.
-Sądząc po twojej minie eliksiry ze Ślizgonami, ale stawiam na obronę przed czarną magią ze Ślizgonami.- Odpowiedziała z obrzydzeniem.
-Bingo.- Odparł ponuro Ron.- Ciekawe, jaki będzie ten Boose… Ale wygląda na to, że Hermiona mu wpadła w oko, tak samo jak tomu Atkins’owi…- Dodał.
-Ronaldzie! Przestań! Ja idę po książki.
Wyszła kierując się na 7 piętro. Nagle ktoś ją od tyłu złapał w pasie i przycisnął do siebie.
-Nie przywitasz się ze mną Hermiono?- Usłyszała męski głos.
-Josh? Przepraszam ciebie, ale się śpieszę, musze wziąć książki, ale mamy pierwszą lekcję razem, więc do zobaczenia.- Powiedziała całując szatyna w czoło i poszła po książki, a potem na pierwszą lekcję.
Wraz z przyjaciółmi usiadła w drugim rzędzie i wsłuchiwała się w słowa nowego profesora, który okazał się bardzo przystojny i sympatyczny. Na dodatek, co chwilę lookał na Hermionę, aż w końcu zobaczył, że ta wpatruje się w Malfoy’a.
-Panno Granger, dlaczego się pani wpatruje w pana Malfoy’a?- Zapytał.
-Bo Malfoy na głowie ma takiego fajnego, gigantycznego pająka, który mu zaraz wejdzie do mózgu przez ucho i złoży tam jaja, a potem będą mu przez uszy wychodzić setki pająków.- Odpowiedziała.
-Tak, pająka, zaraz powiesz, że to tarantula.- Powiedział Malfoy z ironią w głosie.
-Ale kutafon.- Mruknęła pod nosem Hermiona. Profesor Boose machnął różdżką i pająk zniknął z głowy, Malfoy’a, a Hermiona czytała liścik, który właśnie dostała.
„Spotkajmy się dzisiaj o 20 pod pokojem życzeń.
Josh”
Odwróciła się do niego i kiwnęła głową na znak, że się zgadza, a potem sobie pomyślała:
-„No nieźle, drugi dzień w szkole a już wie o pokoju życzeń…

-Pierwszy dzień, a już nam tyle zadali!- Wrzeszczał Ron pisząc wypracowanie z transmutacji.
-Co ty chcesz, ja już skończyłam.- Oznajmiła Hermiona.
-Daj spisać.- Powiedzieli równocześnie Harry i Ron.
-Nawet mowy nie ma.- Odpowiedziała i zniknęła za drzwiami swojego dormitorium.

-Burgess?- Zapytał Zabinni swojego kumpla Malfoy’a.
-Też mi wyzwanie… To dziwka, łatwo pójdzie.
-Gibson?- Ponownie zadał pytanie.
-Najbrzydsza Ślizgona? W życiu.- Odparł.
-No to może Parkinson?!
-To tez dziwka. Chcę wyzwania. Daj mi jakąś niezłą laskę, którą trudno zdobyć. Wysil się Blaise.
-No to w takim razie Granger. Trudna do zdobycia, ładna i ma niezłą figurę.- Powiedział z chytrym uśmieszkiem szatyn.
-Dobra, ja się zajmę Granger, a ty jej przyjaciółeczką Weasley. A teraz idę poszukać Granger, może znajdę ją w bibliotece.- Powiedział wychodząc z Pokoju Wspólnego Slitherin’u…

komentarze [40]

I gdzie się podziała ta wena ? >> sobota, 28 lipica 2007 22:58:26
Wiecie co ?
Jak miałam wene na tego bloga, tak motywacja na pisanie notem mi się gdzieś ulotniła ...
Za szybko jak dla mnie rozwinęłam akcjie, przez to, że Hermiona i Draco już są razem nie wiem co pisać, nie mam pomysłu, nie napisze przecież, że Hermiona się obudziła któregoś dnia w swoim dormitorium, a to wszystko co się wydarzyło okazało się snem ...
Dlatego postanowiłam już coś ...
Wiem, że tu kiedyś była prowadzona inna historia, ale to wszystko usunęłam i zaczęłam pisać to co już przeczytaliście. Wogóle według mnie te noty już są tandetne i raczej nikomu się to nie podoba, więc pokasuje niektóre noty i zaczne pisać jeszcze raz.
Może zostawie pierwszy rozdział ...
Ale raczej w nim pozmieniam.
Takie właśnie jest postanowienie i mam nadzieje, że ze względu na wszystko uczanujecie moją decyzję.
Oczywiście dalej będe powiadamiała tych którzy chcieli, a jeśli ktoś jeszcze będzie chciał być powiadamiany o newsach, to niech w Księdze Gości zostawi mi swoje gg.
No więc koniec mojego paplania, zabieram się za usówanie notek.
Paka ...
komentarze [10]

 
Hermiona i Dracon
Tańcząc Z Emocjami
Hermi I Draco Love
Dramione Od Początku
Draco Hermiona Love By Me
Woda i Ogień Ziemia Powietrze
Ice And Fire
Iskierka Miłości Draco Hermiona
Gorzka miłość

hp-szablonyonly-togetherkto-mnie-kochahistoria-milosci-draconahermi-draconlove-story-hermiona-draco
 
Szablon &  HTML by Pam